Route 66 i sępy płowe…

Bywają takie podróże, które prowadzą nas w nieznane. Choć wydawać by się mogło, że są doskonale przemyślane i zaplanowane… 1 października 2014 był dniem dokładnie takiej podróży. Plan absolutnie nieskomplikowany: pobudka o 7:00, kawa,  śniadanie i start o 8:00, godzinę później wsiadamy na prom, który wiezie nas na największą wyspę Chorwacji – Cres.  A tam już łatwizna – miasteczko Beli i rezerwat sępów… Jak może zauważyliście, tym razem użyłam liczby mnogiej, bowiem w tej podróży towarzyszył mi brat. Co biorąc po uwagę trasę, którą podążaliśmy, graniczyło chwilami z szaleństwem równym… ehhh… powstrzymam się od tych porównań 🙂

Schody zaczęły się już na początku, bowiem na wakacyjnym zegarku godzina 7:00 nie istnieje. Ogromną siłą woli pokonaliśmy senność, poparzyliśmy gardła wrzącą smołą, której marzeniem było uchodzić za poranną kawę, i wyruszyliśmy z (jedynie dwugodzinnym) opóźnieniem w drogę. Dalej poszło gładko, dotarliśmy do promu bez szwanku i przeprawiliśmy się na drugi brzeg. Z Poroziny w głąb wyspy prowadzi tylko jedna droga, co tłumaczy dlaczego zgubiliśmy się dopiero po pół godzinie 🙂

Ale jak się gubić to w wielkim stylu ! Zabłądzić w Chorwacji na drogę 66 potrafią tylko wybrańcy 😉

20141001_154156Wyspa Cres, droga do Beli, fot. własna

Nasza też wiodła ze wschodu na zachód i choć nie doprowadziła nas do Santa Monica, to od zeszłego roku ma także coś wspólnego z tym imieniem (jednak zdecydowanie nie ze świętością 😉 ). Może i liczy sobie mniej lat i kilometrów, ale ambicji jej nie brakuje. Podobieństw także nie…

20141001_154833Wyspa Cres, droga do Beli, fot. własna

route-66-to-oatman2Route 66, Arizona, za www.tracks-trails.com


Jak wspomniałam, droga ta nie doprowadziła nas do Santa Monica, ale na jej końcu znaleźliśmy nie mniej urokliwe miasteczko Beli. Słynne z rezerwatu sępów (do którego dążyliśmy) oraz bazy nurkowej (o której nie mieliśmy pojęcia). Miasteczko jest niewielkie, niemal kompletnie zrujnowane ale w 99% zamieszkane. Zaryzykuję stwierdzenie, że ludzie żyją tam w przyjacielskich stosunkach, bo gdzież tu się skryć przed swarliwym sąsiadem… ?

20141001_135119 20141001_13513120141001_135213 20141001_135607 20141001_135648Miasteczko Beli, fot. własne

W Beli można zrozumieć co czuł Guliwer w Krainie Liliputów. Oto bowiem Rynek Główny z kościołem…

20141001_135104Miasteczko Beli, fot. własna

Zwiedzenie Beli zajęło nam około pól godziny, choć szliśmy bez pośpiechu. Skwar był niemiłosierny, mimo że to październik (a lato było zimne tego roku). Po bezowocnym poszukiwaniu rezerwatu (ponoć byliśmy już na dobrej drodze), postanowiliśmy ruszyć w dalszą podróż. Jeszcze ostatni rzut oka na Beli…

20141001_134351Miasteczko Beli, fot. własna

.. i w drogę…

DSC00083Miasteczko Beli, fot. własna

Żegnała nas krążąca nad głowami para sępów płowych….

Wyspa Cres, miasteczko Beli, 1 październik 2014

P.S.

Wybaczcie proszę jakość zdjęć, jak wspomniałam podróż była w 100 % zaplanowana. Dlatego właśnie aparat pozostał w domu a ja zmuszona byłam utrwalać chwile za pomocą niedoskonałego  telefonu Samsung.

 

Zapisz

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.