Czym grozi zejście z utartych szlaków…

Czy zauważyliście, Drodzy Czytelnicy, że już nie podróżujemy ? To znaczy przemieszczamy się, owszem, częściej i szybciej niż to dawniej bywało, jednak nie “udajemy się w podróż do..” tylko “jedziemy do…”. Autostrady przecinają całą Europę i choć wciąż słychać narzekania na te polskie, to wierzcie mi, bywają gorsze. Czeskie Brno i austriacki Graz nieźle wytrzęsą Wam cztery litery, droga do Belgradu staje się  znośna kiedy przestaje być autostradą… I mnie także dotknęła ta współczesna przypadłość i jeżdżę asfaltowo-betonowymi nitkami, jeżdżę i słucham tego, co podpowiada nawigacja. Ale staroświecki chochlik w mej duszy nie daje tak łatwo za wygraną, gdzieś wypatrzy przydrożną mapę, drogowskaz, ruiny a jeśli wciąż nie ulegam – pomyli trasy w nawigacji 🙂  Właśnie na jednej z takich map, w Słowenii, gdzieś między Rupą a Pivką znalazłam wioskę Prem z zabytkowym kościołem oraz małym kasztelem. Posłuchałam podszeptów i zjechałam z trasy.

Prem pojawia się w zapisach historycznych już na początku XII wieku, jednak jego nazwa pochodzi jeszcze z czasów Cesarstwa Rzymskiego, od wznoszącej się tu niegdyś twierdzy Castra Prima.  Niestety poza nazwą nie przetrwały do dziś pamiątki z tamtych czasów. Jak mawiał mój wykładowca numizmatyki i wielbiciel starożytności – Rzym byłby piękny gdyby nie te średniowieczne budy. Prem pozostał piękny mimo, że w miejscu twierdzy stoi dziś XII-wieczny zameczek.

_MG_3153

Skoro dotarłam już tak daleko, nie mogłam odmówić sobie wejścia. Nie mogłam, choć powinnam. Na bramie wisiała bardzo duża, wyraźna i napisana w trzech językach tabliczka z informacją: czynne od godz. 13:00 do godz. 18:00. Mój zegarek wskazywał wprawdzie 10:30, ale brama zdecydowanie była otwarta. Wystarczyło lekko pchnąć…

Nie zbyt często udaje się trafić w czarujące miejsce, po którym nie kręci się nikt inny. Wykorzystałam więc okazję w pełni, fotografując spokojnie, bez pośpiechu, bez czekania na czysty kadr.

_MG_3127 _MG_3144 _MG_3162 _MG_3187

_MG_3160Jednak nie ma zbrodni doskonałej a karą za wtargnięcie jest zamknięcie w wieży. No może nie dokładnie w wieży… Kiedy uznałam, że pora ruszać dalej, okazało się, że brama już nie jest tak zdecydowanie otwarta. A nawet, że jest zdecydowanie zamknięta. I tak spełniłam marzenie innych dziewczynek o zostaniu więzioną w zamku księżniczką  🙂 Ponieważ nie miałam grochu, na którym mogłabym spędzić noc,  a z księżniczek najbliżej mi do Fiony, zdecydowałam nie czekać na księciunia lecz wziąć sprawy w swoje ręce. Odwagi, siły oraz zmysłu technicznego dodała mi zapewne, nadciągająca falami lekka panika. Narobiłam trochę hałasu, zatrzęsłam bramą kilkakrotnie, powtykałam ręce we wszystkie możliwe szczeliny i znalazłam zapadkę ! Dopełnieniem historii był siedzący przed bramą strażnik Świętego Grala. Przybrawszy postać słoweńskiego staruszka poinstruował mnie, że powinnam wrócić później, bo teraz jest  nieczynne 🙂

_MG_3190

Morał z tej historii jest taki, że zawsze warto schodzić z utartych szlaków. Może tam właśnie, na nieznanych ścieżkach, znajdziecie miejsce gdzie spełnią się marzenia, choćby nawet cudze 🙂  A jeśli nie uda się ta sztuka, to może traficie do miejsca, w którym przywitają Was równie uroczo jak mnie…

_MG_3255

P.S.

W Prem jest także zabytkowy kościół, ale to już materiał na inną opowieść.

Słowenia, wioska Prem, 17 maja 2015r.

Zapisz

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.