O tym, jak zdobyć Koronę… a nawet Trzy.

Minął rok, niemal co do dnia, od mojej ostatniej wizyty w Polsce 🇵🇱. Czas był zatem najwyższy, zobaczyć na własne oczy zmiany tam zachodzące. I przyznać muszę, że Kraków zmienił się tak bardzo, że mnie, rodowitej krakowiance, potrzebny był przewodnik. A miałam najlepszego 😃 Nie tylko novum wszelakie zaprezentował, nakarmił doskonale, ale nawet miejsca stare, a dotąd przez przedziwny chichot losu mi nie znane, pokazał. Nie pamiętam kiedy ostatni raz tyle spacerowałam po Krakowie.

Ale miało być o koronie. W Krakowie, mieście królewskim 🤴🏻(jak mam nadzieje wiecie), koron pod dostatkiem. Mówią, że wystarczy się schylić, ale ja bardziej polecam wspiąć się po nie. Nie tylko na Wzgórze Wawelskie, skąd widok przedni, jeśli tylko wiatr odpowiednio mocno powieje 😜

Moim jednak celem były tym razem korony trzy a dokładniej mówiąc Trzy Korony – najwyższy szczyt Pienin Środkowych. Różne drogi prowadzą na ten szczyt, mój nieoceniony przewodnik wybrał szlak niebieski od Czorsztyna, przez przełęcz Szopkę i Siodło. Szlak obliczany na 2,5 godziny, ale kto by się tak powoli wlókł  😉 W 100% warto było. Pięknie, różnorodnie, chwilami łatwo, chwilami trudno na tyle, by powalczyć z własną słabością. A na końcu ścieżki nagroda w postaci fantastycznego widoku. Polecam wszystkim wybrać się tam bardzo wczesną porankową porą, tak jak my to zrobiliśmy. Wtedy poza zachwytem okolicą, możecie zachłysnąć się ciszą i świeżością świata.

Zapraszam do oglądnięcia kilku zdjęć z wyprawy.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz